Zastanawiam się czy jest możliwe od tak całkowicie odciąć się od swojego życia. Za dużo filmów chyba obejrzałam. No ale halo, tak zmienić wszystko, wszystko. Rodziny sobie nie wymienie, lubie ich nawet, co mi tam. Ale resztę? Zawsze chciałam pracować w kafejce internetowej. Różnica między teraz a kiedyś jest taka, że musiałabym być właścicielką takiego przybytku. Nie, nie, nie te czasy. (czule wspominam kafejkę na Jana Pawła 24 h na dobę, wtedy jedyna w wawie taka właśnie, z możliwością palenia przy komputerze, kawą i red bullem, po 23 spod lady był także browar). No to się pogubiłam bo już sama nie wiem. Inną sprawą jest to, że to ucieczka, nieprawdaż, a w końcu dorosła jestem (yyyyyy). Tylko może wcale nie chcę. Nacisk społeczny z różnych stron wbija mi od czasu do czasu szpilkę w dupę, czasami zauważam, czasami nie, czasami asertywnie SE splunę. Hmmm. Znowu za dużo myślę ale ja tak w sumie od urodzenia.
Mam problem z poukładaniem strzępek mslowych w jedną, sensowną całość. Ot, nowość
btw, przerobiłam cała Ally, teraz (przysięgam!) mam omamy wzrokowe i słuchowe. I jeszcze zdechłam ze śmiechu po ostatniej notce mari (dla niewtajemniczonych mariposa.nlog.org hehehe, ponabijamy staty, co?-ostatnia notka z 25.09, też jestem ogarnieta)